sobota, 10 stycznia 2026

E02S07.Your throat is tight, you can't breathe, another kiss is all you need.

America


Musisz on






Moje aktualne mieszkanie to miejsce, o którym od samego początku wiedziałam, że będę się czuła w nim fantastycznie. Myślę, że w żadnym domu, willi czy innych apartamentach, w których miałam okazję pomieszkiwać, to, jest absolutnie wyjątkowe i magiczne. Po prostu tylko moje.

Jest to jednopoziomowy apartament na najwyższym piętrze budynku, dlatego też mam tę przyjemność korzystać z najlepszego tarasu w okolicy, który urządziłam zupełnie sama, co przyznaję sprawiło, że całkowicie obrosłam w piórkach. Mieszkanie posiada ogromną białą kuchnie z praktyczną wyspą, a także jadalnie i salon. W kolejnych pomieszczeniach znajduje się moja duża, wymarzona łazienka z wanną, prysznicem i sauną oraz sypialnia, która skromnie, posiada same potrzebne elementy. Styl całości jest raczej ciepły, modernistyczny i odrobinę skandynawski. Czyli mieszanka wszystkiego co kocham najbardziej.

Nastał czwartek, a to oznacza, że odwiedza mnie Caroline. Od jakiegoś czasu obiecałyśmy sobie, że będziemy się widywać przynajmniej w co drugi czwartek, ponieważ w ferworze braku czasu i miliona obowiązków, nasz kontakt szybko ograniczyłby się do minimum a tak, mamy pewne postanowienie, którego w dziewięćdziesięciu ośmiu procentach się trzymamy.

Dochodzi godzina szesnasta trzydzieści, więc wstawiam jedynie do piekarnika szparagi. Pure ziemniaczane jest już gotowe, a steki usmażę kiedy moja przyjaciółka zaszczyci mnie swoją obecnością. 

Cieszę się, że nasze kontakty wciąż utrzymują się mimo tego, że każda z nas ma własne życie i swoje własne prace i zajęcia. Co prawda z Caroline jest mi najłatwiej, bo rownież mieszka w Londynie co oznacza, że pokonujemy do siebie najmniejszy dystans. 

Victoria jakiś czas temu osadziła się na wsi w północnym Yorkshire, więc droga zajmuje średnio od dwóch do czterech godzin, zależnie od tego jaki rodzaj transportu wybierzesz. Nie jest najgorzej, w porównaniu do Zoe, która stale utrzymuje wysoki poziom bywalczyni całego świata. Mieszkała już w Bangkoku, Paryżu, Mediolanie, Nowym Yorku i w zasadzie w dziesiątkach innych miast, których nie wymieniłam bo najzwyczajniej w świecie o nich zapomniałam. Wiem jednak, że aktualnie przebywa w Jemenie, a raczej jego stolicy. 

Słysząc dzwonek do drzwi, odstawiam wszystko i biegnę otworzyć.

-Hej, Care! - witam się z nią po jej wejściu. -Uroczo wyglądasz.

-Dzięki. - odpowiada, wręczając mi butelkę wina. -Na zewnątrz jest jakieś piętnaście stopni. Totalne szaleństwo. - zdejmuje płaszcz.

-Prawda? Ale od soboty ma się znowu pogorszyć także świetnie, jeszcze nie chowam ciepłych kurtek.

-To Londyn kochanie, nic nie jest pewne. 

-Nie tak jak w Los Angeles. - odpowiadam, tęskniąc czasami za tamtejszą pogodą i stałym ciepłem.

-Na przykład. - odpowiada, pędząc za mną do kuchni. -Wybornie pachnie.

-Za chwileczkę będzie gotowe. Wrzucam steki na patelnie i zapraszam do obiadokolacji autorstwa Mua. 

-Zawsze byłaś dobrą kucharką. Widzisz jak mi cieknie ślina? - wskazuje na buzię na co się śmieję. Muszę powiedzieć, że kompletnie nie widać po Caroline mijającego czasu. Ostatnio ścięła włosy do szyi, odrobinę je rozjaśniając i mam wrażenie, że wygląda młodziej niż za czasów naszych wczesnych lat dwudziestych. Nie mam pojęcia jak ona to robi ale widocznie brak większych stresów, szczęśliwy związek, zadowalająca kariera zawodowa i w miarę możliwości spokojne życie jej służą.

Po posiłku zasiadamy na kanapie w salonie, delektując się naszym ulubionym białym winem. Te drobne momenty sprawiają, że czuję się bezpiecznie i kojąco, co zdecydowanie jest mi od czasu do czasu potrzebne. Zresztą wydaję mi się, że nam wszystkim. 

-Rozmawiałaś ostatnio z Zoe? - pyta, biorąc łyk z kieliszka.

-Wiesz co, dzwoniła chyba tydzień temu. Szykuje się do jakiejś wielkiej kampanii, jak to Zoe. Nasza najpiękniejsza laleczka.

-Ah, Zoe modelką. To było zresztą oczywiste od samego początku. Pytam, bo dzwoniła do mnie wczoraj iiii… - pozostawia mnie w chwili niepewności. - Oliver się oświadczył.

-Wow! Najwyższy czas! Strasznie się cieszę. Dlaczego ta mała langustynka do mnie nie zadzwoniła? 

-Pewnie zważając na różnicę czasu, nie chciała cię budzić. Wszyscy wiemy jak sobie cenisz sen… - mówi, patrząc na mnie znacząco.

-To prawda - odpowiadam, w pełni się zgadzając i wybaczając Zoe w dwie sekundy.

-A dobrze wie, że ja zazwyczaj siedzę po nocach oglądając seriale albo pracując nad monologami do programu, więc nie miała zbyt dużych oporów zadzwonić. Pewnie dzisiaj cię poinformuje. 

-No to szykuje się kolejny ślub. Wiesz, że każda z nas już była zaręczona oprócz mnie? A dwie z was mają/lub miały mężów. To wydaje się takie nieprawdopodobne.

-Daj spokój. Kiedy to przeleciało? Jeszcze niedawno tańczyłyśmy na stole na imprezach One Direction a teraz wszystkie jesteśmy takie… dorosłe. 

-No w zasadzie już od jakiegoś czasu. - śmieję się. - Ty i Paul w tym roku ile będziecie po ślubie? 

-A bo ja wiem? - mówi, udając, że się mocno zastanawia. -Pięć lat!

-Pięć lat…- powtarzam. - A minęło niewiadomo kiedy. 

-Strasznie szybko mija ten czas. 

-A jak wasze starania jeśli mogę zapytać? 

-W zasadzie za tydzień czeka nas ostatni etap, transfer zarodków no i później najgorsze. Faza oczekiwania, która potrwa od dziesięciu do czternastu dni, więc możliwe, że to ostatnie wino, które pijemy razem przynajmniej na kolejne dwa lata. 

-I za to właśnie powinnyśmy wypić!- uśmiechamy się, stukając kieliszkami. 

-A jak u ciebie skarbie? 

Wzdycham.

-Czasami mam wrażenie, że utknęłam.

-Jesteś gwiazdą Ami! - wymachuje rękami. -Przy takiej karierze i takim dorobku?

-Nie zawodowo. Na szczęście. Tyle dobrego, Boże. Wiesz co mam na myśli.

Kiwa głową.

-Myślę, że to etap przejściowy.

-Czasami mam wrażenie, że jestem już tak długo sama albo pełna dorobków jakichś błędów w relacjach, że nie będę juz potrafiła zbudować nic trwałego ani sensownego. 

-Akurat w twoim życiu, które bywało dość mocno nieprawdopodobne, jest to zrozumiałe. Spotykałaś różnych facetów, z niektórymi wychodziło a z innymi nie. To normalnie nawet jak nie jesteś znaną piosenkarką. Zresztą, komu wyszłoby z Harry’m Styles’em?  

Śmieję się.

-Ty też miałaś niestandardowe życie a jesteś szczęśliwą mężatką.

-Tak, ale znałam Paul’a na samym początku naszej drogi a po drugie od początku wiedzieliśmy, że to musi być to. Po prostu nie potrafiliśmy bez siebie żyć. I dalej nie potrafimy. Kiedy poznajesz tą osobę, myślę, że wiesz. Może nie od razu ale z czasem dostrzegasz szczegóły i emocje, których nie czułaś nigdy wcześniej. - uśmiecha się, głaskając mnie po ramieniu. - Zobaczysz, wszystko się ułoży szybciej niż myślisz. I za to również wypijmy. 


***

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz